SIN: Forum

My World is Ending...

"I ujrzałem
gdy otworzył pieczęć szóstą,
stało się wielkie trzęsienie ziemi
i słońce stało się czarne jak włosienny wór,
a cały księżyc stał się jak krew."
APOKALIPSA św. Jana
(6,12)

"MY WORLD IS ENDING..."

   Każdy z nas, fanów, oswoił się z widokiem mangowych pozycji na półkach kiosków i księgarń. Bardzo pozytywnie. Czy jednak zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby czas się cofnął i wrócilibyśmy do początku lat dziewięćdziesiątych na bezmangową pustynię? Zapewne nie. Czas więc najwyższy zacząć to sobie wyobrażać, bo właśnie w tą stronę zmierzamy.

   Czytelnik powinien postawić tu pytanie "dlaczego"? Dlatego, moi państwo, gdyż nasz z początku nienasycony głód nowości przerodził się z czasem w przejedzenie, a niekiedy wręcz w zdegustowanie. Doskonałym przykładem tego zjawiska jest ograniczanie nakładów mang i innych podobnych wydawnictw. Niegdyś przyjęte entuzjastycznie, teraz zastanawiające się nad swoją racją bytu. My to sprawiliśmy, traktując każdą wychodzącą pozycję jako coś stałego, nieprzemijalnego. Jednak rynek jest rynkiem, a komercja - komercją. Ideały świetlistej przyszłości mogą pójść w niepamięć. Wystarczyłoby, gdyby upadł magazyn "KAWAII". Dlaczego akurat ten magazyn? Wiem, zdaję sobie sprawę, że nie było to pierwsze pismo, które poruszyło tematykę japońskiego komiksu i animacji, jest to jednak tzw. "Jaskółka, która poczyniła wiosnę". Każdy, nawet największy sceptyk, powinien to przyznać. Wiele firm wyrosło właśnie dzięki reklamie, stworzonej przez to wydawnictwo. Jeśli "KAWAII" zniknie z rynku, co stanie się z tymi wszystkimi, którzy czerpali z niego ogół informacji? Wymrą, z czasem zajmą się czymś innym, a to byłby początek końca. Niezależnie od pozycji rynkowej, zaczęłyby się kończyć firmy, tak dystrybucyjne jak i wydawnicze, mangi zniknęły by z kiosków, a anime z telewizji. Tak upadłby rynek, a z nim cały mandom. Czy tego właśnie chcemy? Końca mangowego świata? Zaczynania wszystkiego od początku? Ja osobiście nie, ale może kilku osobom by to pomogło wrócić do rzeczywistości. Ludzie! Nie można podchodzić do wszystkiego w sposób "fajnie, że jest na półkach, ale nie kupuję (nie czytam lub dowolne wytłumaczenie)". Taka postawa jest w stanie wykończyć nas wszystkich. Rozumiem, że nie każdy ma kasę (ciężkie czasy, inflacja szaleje, a podatki płacić trzeba ^_-), ale jeśli nie mamy zamiaru kupować czegoś, co już jest, to choć nie domagajmy się nowości. Makulatury mamy w składach dość, a tak chociaż kilka drzew ocaleje.

Inną niebezpieczną (aczkolwiek czasami potrzebną) jest postawa wiecznego negowania wszystkiego, co się ukazuje. Wiadomo, że w naszej narodowej mentalności leży narzekanie (na szefa, babcię, sąsiada, którego pies nie jest zrelaksowany itd.), ale na litość boską, jak już musimy narzekać to, chociaż róbmy to konstruktywnie. Niech z tego niezadowolenia wynika jakaś nauka lub rada dla wydawców. Starajmy się naprawiać to, co nie funkcjonuje prawidłowo, a nie jeszcze dodatkowo psujmy już i tak rzężący mechanizm.

Kolejna sprawa to kluby i wszelkie mangowe zgromadzenia. Jak wszyscy wiemy; są to miejsca, gdzie spotykają się ludzie o podobnych zainteresowaniach, w celach wszelakich (nie wymieniam tu tych celów, bo to jest felieton, a nie praca dyplomowa ^_^). Dla wielu z nich jednak manga istnieje już tylko w nazwie. Odwieczne pytanie, dlaczego? To proste. Gdy ludzie dopiero się poznają, to są świadomi, że jedynym tematem, na jaki mogą swobodnie pogadać, jest manga. Tu znów olbrzymią rolę odgrywa czas. Z jego biegiem spotykający poznają się lepiej i to, co ich początkowo łączyło (czyli ich hobby) schodzi jakby na dalszy plan. Tak to bywa. Nie jest to zjawisko złe, ale powoduje pewne wypaczenia w idei działania takich organizacji. Nie należy z tym walczyć, ale należy starać się, aby kluby, do których być może należymy, nie były wyłącznie miejscem spotkań towarzyskich w wolnym czasie, a zachowały też coś ze swojej pierwotnej formy (kilku fanatyków wystarczy, reszta niech robi, co chce ^_^). Młodych ludzi należy przyciągać, a nie zniechęcać lub odstraszać. Bez napływu nowych osób, które zastąpiłyby swoich odchodzących poprzedników wykończymy się pod względem biologicznym (Fani! Rozmnażajcie się! ^_^).

To by było chyba wszystko, co tym razem chcę powiedzieć. Jak widzicie nie jestem sceptykiem, który siedzi na szczycie skały z butelką taniego alkoholu i oczekuje końca. Jestem fanem, takim jak wy i widząc choć cień szansy poprawy pewnych zjawisk staram się zwrócić na nie uwagę. Tak, jak w "Evangelionie" ludzkość sama sprowadziła na siebie zagładę, tak my, postępując rozsądnie, mamy szansę uniknięcia, a przynajmniej zahamowania widma anihilacji naszego gatunku (mango sapiens ^_^). Tym akcentem kończę moją wypowiedź. See ya next time!

Lord Raven

Version: 1.01

Powrót